Do sportu

fotografia ślubna | ddarko | alveo ,,Do sportu trafiłam normalnie, przez szkołę. Nienormalne było w tym tylko to, że gdybym chodziła cały czas na Zakroczymską, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Brakowało tam klimatu dla sportu. Lekcje wf najczęściej zamieniano na godziny wychowawcze, o dodatkowych zajęciach w ogóle nie było mowy. Ale po skończeniu szkoły podstawowej zdałam do Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego na ul. Świętokrzyskiej i zaraz na początku roku szkolnego, po wakacjach, wylądowaliśmy na boisku. Tutaj dbano o wychowanie fizyczne, w czym duża zasługa nauczycielki wf, pani Liliany Bucholz. Poszliśmy na Agrykolę, przed mistrzostwami szkoły mieliśmy sprawdziany w klasach. I na tym stadionie, który pamięta biegi Walasiewiczówny i Ku-socińskiego wszystko się zaczęło: 60 metrów- przebiegłam w 8,3 sekundy, wzwyż skoczyłam 138 cm. Bez treningu, bez przygotowania, bez najmniejszego pojęcia o technice. Miałam 15 lat i to był właśnie mój pierwszy krok do przyszłych rekordów. Ale długo jeszcze była to tylko zabawa. Jan Kopyto, świetny niegdyś oszczepnik, prowadził szkolne koło lekkoatletyczne, w którym i ja się znalazłam. Był równocześnie trenerem w „Polonii", stąd moja droga do tego klubu. Oczywiście całą grupką, wraz z kilkoma koleżankami z tego kółka. Ale o po- . ważnym treningu nadal nie było mowy. Raczej ruchowe zabawy, ćwiczenia sprawnościowe, trochę skoków i biegów, głównie dla przyjemności. Skakałam wtedy najchętniej wzwyż, to chyba zasługa moich długich nóg, i wcale nie myślałam o sportowej karierze. Przeciwnie. Chodziłam także do kółka żywego słowa w Pałacu Kultury i Nauki. Jeszcze przez cały rok swój wolny czas dzieliłam między zajęcia w klubie i w Pałacu.
budynki gospodarcze | usa phone card | Tanie loty