Kiedy Sidło gdzieś

Automatyka budynku automatyka przemysłowa | historia gospodarcza | masaż Kiedy Sidło gdzieś w wiosce olimpijskiej przeżywał swoją klęskę, uradowany Danielsen udzielał, jako mistrz olimpijski, pierwszego wywiadu: „Od trzynastego roku życia trenuję intensywnie. Nie było dnia, czy to latem czy zimą, abym nie rzucał. Mimo to zdaję sobie sprawę, że Sidło jest lepszym ode mnie technikiem. Pod tym względem osiągnął niemal doskonałość. Wydaje mi się, że jeszcze nie wyszedł mu tak idealny rzut, jak mnie w Melbourne". I jakby usprawiedliwiając się dodaje; „Cóż pomoże trening, styl, technika, gdy nie ma się odrobiny szczęścia? Miałem je podczas czwartej próby w Melbourne. Nawet wiatr mi nie przeszkadzał. Tylko mnie jednemu..." Następne Igrzyska w Wiecznym Mieście. Między Melbourne a Rzymem całe cztery lata. Może teraz dopisze szczęście? Janusz Sidło nie rezygnował z żadnej okazji, aby udowodnić, kto jest najlepszym oszczepnikiem globu. Przyjmował wszystkie Zaproszenia, jakie sypały się z całej niemal Europy. Jeździł z zawodów na zawody i zawsze wracał jako zwycięzca, Dzięki niemu mogli po raz pierwszy naocznie przekonać się, jak oszczep wbija się pofca magiczną granicę 80 metrów mieszkańcy Helsinek, Budapesztu, Moskwy, Hanoweru, Berlina, Goeteborga... Drugi z rzedli tytuł mistrza Europy, zdobyty w Sztokholmie, 12 kolejnych zwycięstw w meczach międzypaństwowych, nowy rekord Polski - 85,56 m w Berlinie, niemal etatowe miejsce w rankingu światowym Pottsa i Ouercetaniego - to kamienie milowe wytyczające jego drogę do Rzymu.
| |