reliance india call | anteny | meble biurowe
Pierwszy powojenny mecz „Ruchu" - tradycyjne, chorzowskie derby z drużyną lokalnego rywala AKS w sierpniu 1945 roku - oglądałem jeszcze jako kibic. Zwyciężył „Ruch" 1:0. Zaczepił mnie wówczas Karol Dziwisz - reprezentant
Polski, proponując wstąpienie do klubu. Byłem zaskoczony, ale twierdził, że widział mnie w akcji, kiedy występowałem W kombinowanej drużynie, pod firmą chorzowskich „Kresów". W klubie czeka na ciebie karta do podpisania powiedział na zakończenie. - Wystawiłem ci bardzo dobrą opinię. Nie zawiedź mnie.
Z wielkim wzruszeniem podpisywałem niewielki kartelu-azek, pierwszy i jak się miało okazać, ostatni raz - świadectwo barw klubowych. Byłem szczęśliwy, bo oto spełniły się moje marzenia, ale i pełen lęku. Bałem się, że nie będę miał na tyle sił aby nie zawieść. Myśl o tym „kołatała" się całymi dniami w mojej głowie. Jakże wielką tremę miałem podczas debiutu w chorzowskiej drużynie w spotkaniu ze „Zgodą" Bielszowice, gdzie występowałem przecież u boku takich sław jak Gerard Wodarz i Teodor Peterek. Wydawało mi się, że gram fatalnie, a nogi mam dosłownie jak powiązane. Dopiero kiedy strzeliłem bramkę, swoją pierwszą „prawdziwą" bramkę, zrobiło mi się raźniej na duszy. Pamiętam, że już po meczu podszedł do mnie doświadczony internacjonał Brom, broniący wówczas naszej bramki, i wymierzywszy kuksańca w plecy, powiedział: „Gerard będą z ciebie ludzie", a wieczny kawalarz Dzielong, który grał w obronie, pośpiesznie dorzucił: „Jak cię roboki nie zjedzą". Płocka Prawica | notebooki kraków | księgi wieczyste Zielona Góra
|