Wina włoskie | projektowanie stron | włodarzewska opinie
Po odniesionym triumfie i stany graniczącej z rozpaczą depresji po bolesnej porażce. Radość i smutek. Ale przede wszystkim niepowtarzalny urok sportu, który nakazuje walczyć do końca, nie pozwala ustąpić z pola walki, ale też i ostrzega przed zadufaniem, przed przedwczesnym fetowaniem zwycięstwa. Bo w sporcie może się wydarzyć wszystko...
Miał niespełna 16 lat, kiedy pierwszy raz wziął oszczep do ręki. Do tego czasu interesował się prawie wszystkimi dyscyplinami: kopał piłkę, strzelał bramki hokejowym kijem, grał w siatkówkę. Ale tak naprawdę, to najlepiej lubił rzucać kamieniami. Pod tym względem nikt mu nie dorównywał w całych Szopienicach. Jego „pociski" leciały zawsze najdalej i trafiały celnie. O tym najwięcej chyba mogliby powiedzieć miejscowi szklarze.
Oszczepem jednak nie rzuca się jak kamieniem. Inaczej to sobie wyobrażał. Zmierzyli mu raptem 35 metrów. Niewiele, ale dostatecznie dużo, aby pojechać na zawody do Warszawy. Wrócił z nich do domu dumny jak paw. Wśród rówieśników z całego kraju znalazł się tylko jeden lepszy. A i wynik był obiecujący - 53,73 m.
Szybko dojrzały go bystre oczy boiskowych „poławiaczy pereł". Ani się spostrzegł, a został prawdziwym zawodnikiem! Takim, co to podpisał deklarację do klubu, co chodzi na treningi, co będzie reprezentował barwy swojej drużyny, a kiedyś może i kraju... Nawet nie przypuszczał, jak rychło urze^ czywistnią się te młodzieńcze marzenia. Play | Restauracja Błonie | mieszkania barc
|