hosting | internetowa rejestracja pacjentów | moduł oświetlenia awaryjnego
Tej następnej szansy już nie wypuściłam z rąk. 200 metrów to przecież moja koronna konkurencja! Do finału zakwalifikowałam się bez wysiłku. Mogłam sobie pozwolić nawet na rozwagę, na zwolnienie na ostatnich metrach. Za to w finale pobiegłam już bez oszczędzania się i... bez wróżb, jak w Tokio. Ten skok w dal tkwił jednak cierniem, uwierał, musiałam pokazać, że to był przypadek, pech, i że teraz na pewno wygram. Siódmy tor i łagodny wiraż - to były dodatkowe atuty. Na mecie nie było problemu. Miałam złoto, tym razem własne, zdobyte samodzielnie, byłam szczęśliwa. I po raz drugi podskoczyłam z radości, gdy na tablicy ukazał się wynik
22,5 sek. Rekord świata! Gdy stałam na podium, byłam znów najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Hymn, flaga, chwile które chciałoby się przeciągnąć w nieskończoność, potem wywiady dla radia, telewizji, prasy. To był wielki moment. Dziś wiem, że największy, najpiękniejszy w całej mojej karierze. Złoty medal i rekord. Tego nie da się porównać z niczym.
Ale Meksyk nie miał być dla mnie szczęśliwy do końca. Zły był początek i zły okazał się także koniec tej olimpiady. portal dla kobiet | |
|